piątek, 27 listopada 2015

Szare, puste niebo

Może jednak nie jest dobrze. Wciąż pochmurna pogoda wydaje mi się być coraz bardziej obca. Ja staję się sobie coraz bardziej obca. Jestem jak to szare, puste niebo.

Hm... pada już czy jeszcze nie pada? Nie chcę spoglądać w okno... nie chcę spoglądać na siebie. Wszystko potoczyło się inaczej niż miało. W sumie... to nie jestem pewna, jak chciałam, by się potoczyło. Czuję się jakbym stała jakoś obok i nie do końca była w stanie cokolwiek zrobić, a przecież robię... tylko może nie to, co powinnam.

Szare, puste niebo. W rzeczywistości nie tak puste, bo pełne warstwiących się na sobie chmurzysk, zbitych w jedną wielką bezbarwną smugę. Jestem jak to szare, puste niebo - pełna myśli, niepozbieranych emocji, których nie potrafię ulokować, których nie potrafię powstrzymać, których nie rozumiem... dlaczego?


A wszystko to nakłada się na siebie i piętrzy w mojej głowie bez końca.   
Potrzebuję wytchnienia i przerwy.        

sobota, 14 listopada 2015

Deszczowa pozytywka

Od dawna nie słychać już ptaków. Tylko gołębie kulą się na parapetach. Twarze przechodniów pozasłaniane szarą smugą parasoli, idą tak monotonnie. Sama się gubię w tej monotonni i ulegam jej jak nakręcana zabawka... pozytywka, co gra tę samą melodię. Krople deszczu stukają do rytmu, kołyszą do snu.


Co będzie jak się przebudzę? Może nie chcę się przebudzić. 

Może w tej chwili jest mi dobrze...