sobota, 31 października 2015

Ostatni dzień października

Ostatni dzień października. Jutro zaczyna się listopad. Kiedy to się stało...? Czas. Wciąż go nie rozumiem.

Zazwyczaj jesteśmy tak niespójni. Gdy go potrzebuję, on ucieka, a jak mam go za dużo, to na przekór (jak dziecko) wlecze się mozolnie. Chyba nie tworzymy udanej pary... a przynajmniej nie ostatnio. Powoli zaczynam odczuwać ogrom tego wszystkiego, co mnie czeka. Wmawiam sobie i innym, że jest dobrze i może na razie jest, jednak... 


W tym roku czas nie współgra też z jesienią. Mijają się jakby nie mogli znaleźć wspólnej drogi.
Mam wrażenie, że ciągle jest szaro-buro, pochmurno i zimno. Wyjątkiem było tylko kilka dni...

Za mało.

czwartek, 15 października 2015

Coraz zimniej, coraz chłodniej...

... ale drzewa nadal zielone. Jedynie już od dawna brązowe kasztanowce gubią swe liście, które zalewają trawniki i chodniki wraz ze skrzydlakami co poniektórych klonów. Opadają orzechy i żołędzie, pewnie znów niedługo ci spostrzegawczy dostrzegą przemykające - nawet w mieście - między gałęziami rude wiewiórki.

   Chciałabym już tej jesieni. Tej prawdziwej. Teraz jest tak nijak. Chmurzysta pogoda rozleniwia
     i najchętniej siedziałabym godzinami pod kocem nie robiąc nic konkretnego.

                                        Tak, wiem. Nie mogę.

piątek, 9 października 2015

Czerwona jarzębina


Nastały chłodne dni i choć za oknem jeszcze mało październikowe pejzaże, to jest naprawdę, naprawdę zimno. Gruby sweter i gorąca herbata w starym kubku stają się nieodłącznym elementem mroźnych poranków i leniwych wieczorów. Brakuje tylko książki, której nie miałam okazji skończyć... a szkoda. Muszę się w końcu przejść i znaleźć towarzysza sprzed miesiąca. Może też zawrę kilka nowych znajomości? Myślę, że wyszłoby mi to na dobre.

Znów wieje, a wiatr niesie zimne barwy.                                  

Jedynie czerwona jarzębina wyróżnia się wśród
                                    jeszcze zielonych drzew
.