środa, 23 września 2015

Powoli się układa

Dziś pierwszy dzień jesieni. 23 września.
Cieszę się, że jestem tutaj i... że chyba powoli się układa.

Przede wszystkim - pracuję nad sobą i staram się nie poddawać. Zaledwie kilka tygodni temu wszystko było jeszcze takie jakieś... chaotyczne. Nie potrafiłam znaleźć dla siebie miejsca. Wszędzie coś było nie tak, a przede wszystkim ze mną było coś nie tak. Moje uczucia podskakiwały jak na skakance, a myśli plątały się w guzy, o które co chwilę się potykałam. Raz było dobrze, a za dzień czy dwa już nie. Teraz? Jest lepiej. Potrafię na dłużej utrzymać dobry humor i nie zadręczać się bezsensownymi pytaniami. Próbuję odnaleźć rzeczy, których wciąż mi brakuje, a niepasujące elementy po prostu odrzucić, jak puzzle. Czasem wydaje mi się, że niektóre kawałki tej układanki nie pasują do siebie, ale... ja zawsze byłam sprzecznością i jakoś poradziłam sobie, więc może jednak... uda się to połączyć?

Nie jest idealnie. Muszę się z tym pogodzić, że nie wszystko da się zmienić z dnia na dzień. Czasem tak ciężko jest przestać... ale zbyt długo trwałam w zawieszeniu i nie chcę do tego wracać.

Teraz chodzę nowymi ścieżkami, mimo że w rzeczywistości są to nadal te same, dobrze mi znane.
Nie zawsze trzeba zmieniać wygląd czy otoczenie, żeby zmienić siebie.

                      Wszystko zaczyna się od wewnątrz.


piątek, 18 września 2015

Jesień coraz bliżej

Jadę przed siebie. Słońce mocno grzeje i niemal nie ma wiatru.
Koła roweru szybko się toczą, podczas gdy myśli... jakby stały w miejscu.
                  Ja też muszę się zatrzymać.


Tak, jestem na powrót w domu. Miałam nie tęsknić... a teraz wdycham głęboko w siebie smak tych jakże znanych mi widoków i witam niczym starego przyjaciela, z którym dawno się nie widziałam, choć przecież nie było mnie zaledwie paręnaście dni. Garnę wszystko wokół, powtarzam w kółko i utrwalam, żeby tylko nie zapomnieć. Dosłownie... jakby jutra nie było. Ale czy to źle? Czasem za bardzo się boję, że wszystko stracę.

Czasem za bardzo się boję, że wszystko stracę i pozostanie znów pustka.
                                                                Cicha, milcząca pustka.


Dziś, bardziej czuję ten koniec lata i bliskość jesieni... jednak to znajome mi drzewo jeszcze nie czerwienieje. Wszystko w swoim czasie. Natura jest tak cierpliwa - pory roku przemijają, krajobraz powoli się zmienia, nic nie dzieje się nagle i nie trwa chwilę. Nie da się zatrzymać dnia, ani też kolejnego przyspieszyć.

           Mnie często tej cierpliwości brakuje, ale zaczynam to zmieniać.     

czwartek, 17 września 2015

Wieczorne ciepłe myśli

Kilka godzin temu wróciłam ze spaceru.
Zmęczyłam się.
Teraz odpoczywam i choć jest już późno, jeszcze nie śpię.
Jeszcze chwila...

Przez jakiś czas nie lubiłam wieczorów, a przede wszystkim nocy. Kiedy już było całkiem ciemno i leżałam w łóżku, chciałam tylko spać. Zasnąć. Nie mogłam. To wszystko co gromadziło się przez cały dzień w mojej głowie, co próbowałam uciszyć, nocą gadało najgłośniej... i nie pozwalało mi dojść do głosu. Takie "rozmowy" nie są zdrowe. Niestety tych głosów nie da się zablokować jak niechcianego numeru. Będą się pojawiać i dręczyć. Co można zrobić? Coś można. Trzeba je przekrzyczeć. A to... nie jest proste. Trzeba mieć czym je przekrzyczeć.

Dziś mam.

Dziś jestem silna.... i będę krzyczeć, jeśli będzie trzeba.

Ale dziś... dziś do głowy wchodzą spokojne myśli, dobre myśli. W noce takie jak ta czuję, że mi się uda, czuję się pewniejsza. Potrzebowałam tego zmęczenia. Niby nic takiego - długi spacer, a może dać tak wiele. Mam wrażenie, że to mnie odnawia. Chyba najlepiej myśli mi się na zewnątrz.

Ciepła ta dzisiejsza noc. Pewnie jest to jedna z ostatnich takich ciepłych wrześniowych nocy,
więc jeszcze chwila... chcę się nią nacieszyć.

Widać na niebie gwiazdy, jest bezchmurnie.
            Jutro będzie piękna pogoda.

Ostatnie podmuchy lata

Już pozostało zaledwie kilka dni do kalendarzowej jesieni. Powinno być chłodno i ponuro, a zamiast tego świeci coraz jaśniej słońce i wieje ciepły wiatr. Tak właściwie... to miałam nadzieję, że lato jeszcze na chwilę powróci.


Czasem czuję się, jakbym spacerowała między dwoma światami. Tu wydaje się, jak gdyby jeszcze był sierpień - zielone drzewa przyjemnie szumią, a gdzieś między gałęziami buszują ptaki. W powoli płynącej rzece przegląda się błękitne niebo, na którym zawisło parę białych obłoków. Nawet (co dziwne) zakwitły na łące krokusy. Z początku ich nie zauważyłam, bo kryją się w wysokich trawach, ale są - drobne i delikatne.

Wystarczy jednak, że przejdę się kawałek dalej i tuż za zakrętem kłaniają się nade mną wysokie żółkniejące lipy, a na trawniku leżą zeschnięte liście, w których Pan Futrzasty co chwila coś węszy. W powietrzu czuć unoszące się zapachy jesieni, a wiatr mocniej zawiewa. Jedynie słońce tak samo ciepło otula, jak te kilka ulic wstecz.




wtorek, 15 września 2015

Słodki smak gruszek



Herbata o poranku. Ciepła, rozgrzewająca, słodka. Ta niesie jeszcze smak lata - gruszkowa z lekką nutą figi - ale lata już odchodzącego. Pasowałaby na wczesno-jesienne chłodne dni, które pewnie niedługo nadejdą.

Hm... te wakacje zleciały tak szybko. Miałam całkowicie inne plany, a wyszło... jak wyszło. Jednak chyba nie źle. Czasem lepiej jest zrobić mniej, przystanąć na chwilę i odpocząć. Otworzyć się na nowe i wyrzucić gdzieś zabazgrane kartki. Boję się tylko, że nawet idąc przed siebie po tej innej, nieznanej mi drodze, natknę się na nie - jak na przypadkowy kamień. Niepozorny, a można przez niego się wywrócić i zranić.


Dobra ta herbata. Intensywna. Na pewno to nie to samo, co taka prawdziwa,
ale lubię jej mocny zapach gruszek. Szkoda, że to już ostatnia saszetka.

Z nią też muszę się pożegnać.


sobota, 12 września 2015

Myśli na wietrze

Chyba już jest dobrze... choć boję się to powiedzieć, by znów nie stracić. Nie mogę stracić.

Chwytam w dłonie chwile i ostrożnie niosę je w kieszeni, co chwilę sprawdzając, czy nadal tam są. Czasem jakby faktycznie udaje mi się zatrzymać czas, a wtedy delektuję się każdą minutą, jej ulotnym smakiem. Hm... znów zaszło słońce. Wiatr dość mocno powiewa. Myśli błądzą gdzieś wśród suchych, przerośniętych traw.


     Muszę odnaleźć siebie. Nie patrzeć wstecz, a skręcić właśnie tu, choć nie znam tej drogi.
        Nie wiem, co mnie czeka i nie wiem, czy jestem do końca gotowa...

               ...ale nie chcę dłużej czekać.             

piątek, 11 września 2015

Niebawem wszystko zmyje deszcz

... i będzie łatwiej. Ciężkie, zimne krople spłyną po delikatnych płatkach kwiatów - tych, które jeszcze się ostały. Czasem czuję się właśnie jak taki kwiat. Drobna, słaba, bezbronna. Widzę z dołu, tu - tuż przy ziemi, gdzieś wysoko szare chmury i wiem, że zaraz to się stanie. Mogę tylko czekać, a to czekanie zabija.


Czy uda mi się przetrwać? Czy będę dość silna?
Chciałabym, by ten deszcz otulił mnie do snu. Nie chcę więcej burz.


środa, 9 września 2015

A w trawie dmuchawce

Idę. Idę i patrzę. W trawie kołyszą się dmuchawce. Czy to lato naprawdę już odchodzi? Słońce gdzieś całkiem zniknęło, szare niebo śpi. Jednak nie jest bardzo zimno. Spacer z nim... to właśnie to, czego potrzebowałam

Samotność. Kiedy myślałam, że nie jest aż tak straszna. Kiedyś myślałam, że sobie z nią poradzę. Prawie udało mi się przekonać, ale na krótko... na bardzo krótko, mimo to... czasem nie chcę nikogo. Bez wyjątku. Wybieram się wtedy w moje ulubione miejsca i tylko rozmyślam. Tak po prostu. Potrzebuję. Tutaj nie mam jeszcze takich miejsc, ale niektóre ścieżki już sobie przywłaszczyłam i... może one też (choć trochę) przyzwyczaiły się do mnie. Chciałabym znaleźć swoje małe przystanie, tylko często coś mnie powstrzymuje przed szukaniem.

To miasto wydaje się tak duże...

Z nim jest inaczej. Jakoś... łatwiej jest wyjść i iść. Po prostu iść. Lubię, gdy trzyma mnie za rękę i możemy rozmawiać. Słowa same przychodzą bez wysiłku. Mogę być sobą... mimo że tak właściwie...

...nie do końca wiem, kim jestem.


wtorek, 8 września 2015

Przebudzenie


Pochmurno. Rozleniwione słońce tylko czasem daje o sobie znak, a wtedy na powrót wydaje się, jakby
jeszcze było lato. Tak właściwie nadal jest, ale czuć, że to nie to samo. Coraz bardziej się ochładza.
Lubię takie dni. Dni deszczowe, ale kiedy czuć, że padać nie będzie. Mogę wtedy pomyśleć
i choć na chwilę zatrzymać czas. Zatrzymać siebie.


Wiatr delikatnie trąca źdźbła trawy, płynie gdzieś przed siebie beztrosko, zaczepiając
co chwila o białe kwiaty żeniszka. W powietrzu czuć ostatnie sierpniowe podmuchy.



Nie zawsze trzeba wyruszać daleko, by znaleźć to, czego się szuka. Często wręcz przeciwnie -
wystarczy obejrzeć się wokół siebie. Wszystko (prawie wszystko) jest w zasięgu ręki,
ale czy uda się dosięgnąć, zależy tylko od nas.

niedziela, 6 września 2015

Nowy początek

Czasem naprawdę warto jest zacząć od nowa. Zamknąć pewien rozdział i znów mieć przed sobą czystą kartkę - tabula rasa. Wiem, nie jest łatwo od tak rzucić wszystko i wymazać z pamięci (to ostatnie chyba nawet nie jest możliwe). Jednak... tkwić wciąż w tym samym? Bez sensu. A jeśli zostawi się skrawek, choćby najmniejszy, to nie uda się odejść.


Tym razem daję sobie czas. Chcę na spokojnie się zastanowić i uporządkować.
Często oczekuję zbyt wiele i za szybko... a nie zawsze tak się da.