niedziela, 30 sierpnia 2015

Pustka

Wyjeżdżam... ponownie. Niedługo będę znać tę trasę na pamięć.

Dwa miesiące. Czy to dużo? Wydawało mi się, że wystarczająco, ale teraz nie jestem już pewna.
Chyba nigdy nie byłam do końca pewna. Dobrze, że wyjeżdżam.

Śmieszne. Tak samo myślałam te dwa miesiące temu...

...ale zawsze warto próbować, choćby to nie był pierwszy raz i ostatni. Muszę to sobie powtarzać. Zawsze warto próbować. Tylko ile razy ja już próbowałam? Wiele. Może nawet zbyt wiele. Każdy kolejny miesiąc, semestr czy rok... każdy kolejny wrzesień i styczeń - nowy początek. Zawsze nieudany. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Dlaczego miałoby się udać? Dziwnie mi, nieswojo. Wszystko co mnie otacza, coraz bardziej tylko przytłacza i nie daje spać. Muszę podjąć jakąś decyzję, bo mam już całkowicie dość tej niezdefiniowanej pustki.
                                                         Mam już dość siebie

Wyjeżdżam ponownie i... zaczynam od nowa?

piątek, 28 sierpnia 2015

Czas odejść

Najtrudniejsze jest odejście. Odejście od tego, do czego tak łatwo się przyzwyczaić. Człowiek chłonie wszystko jak gąbka, jeśli tylko chce... lub kiedy właśnie najmniej się spodziewa. Złe nawyki przylegają do nas jak natrętna mucha, którą trudno odgonić. Można się przyzwyczaić do jej brzęczenia, ale kiedy znów przelatuje koło ucha lub siada ci na nosie, masz dość.

Tak wiele chcę zmienić. Czy mam na to siłę? Nie wiem.
Wiem jednak, że zawsze warto spróbować...

choćby to nie był pierwszy raz i ostatni.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Jak ptak w klatce...

Chłodny poniedziałkowy poranek. Słońce niedawno wzeszło i rzuca teraz delikatne różowo-pomarańczowe światło na fasady budynków. Błoga cisza. Większość leży jeszcze w łóżkach i przewraca się dopiero na drugi bok. Słychać tylko jak od czasu do czasu przejeżdża gdzieś samochód, ale ruchu nie ma - ktoś spaceruje z psem, kilka osób stoi na przystanku, wyczekując aż zaspany autobus wyłoni się zza zakrętu, panie z prywatnych sklepików układają przywieziony towar.

Tak właściwie nie tęskniłam bardzo za domem, przynajmniej nie jak kiedyś. Wiele się zmieniło. Zmieniłam się ja. Potrzebowałam tej przerwy, zapomnienia... ale nie zapomniałam.

Wolność. Czy ja jestem wolna? Nie wiem... ale na pewno chcę być. Już od bardzo dawna czuję się jak ptak zamknięty w klatce. Mogłabym szybować wysoko w chmurach, ale od błękitnego nieba oddzielają mnie zimne stalowe kraty. Wystarczy tylko otworzyć tę maleńką furtkę... jakoś się przecisnę. Mam nawet pasujący klucz. Ale tu... tu przecież jestem bezpieczna, prawda?

Złudne nadzieje, obietnice, wyrzeczenia. Mam tego dość.
Nie zapomniałam i pewnie nie zapomnę - nie, póki jestem w tej klatce.

Czas przekręcić klucz.