piątek, 27 listopada 2015

Szare, puste niebo

Może jednak nie jest dobrze. Wciąż pochmurna pogoda wydaje mi się być coraz bardziej obca. Ja staję się sobie coraz bardziej obca. Jestem jak to szare, puste niebo.

Hm... pada już czy jeszcze nie pada? Nie chcę spoglądać w okno... nie chcę spoglądać na siebie. Wszystko potoczyło się inaczej niż miało. W sumie... to nie jestem pewna, jak chciałam, by się potoczyło. Czuję się jakbym stała jakoś obok i nie do końca była w stanie cokolwiek zrobić, a przecież robię... tylko może nie to, co powinnam.

Szare, puste niebo. W rzeczywistości nie tak puste, bo pełne warstwiących się na sobie chmurzysk, zbitych w jedną wielką bezbarwną smugę. Jestem jak to szare, puste niebo - pełna myśli, niepozbieranych emocji, których nie potrafię ulokować, których nie potrafię powstrzymać, których nie rozumiem... dlaczego?


A wszystko to nakłada się na siebie i piętrzy w mojej głowie bez końca.   
Potrzebuję wytchnienia i przerwy.        

sobota, 14 listopada 2015

Deszczowa pozytywka

Od dawna nie słychać już ptaków. Tylko gołębie kulą się na parapetach. Twarze przechodniów pozasłaniane szarą smugą parasoli, idą tak monotonnie. Sama się gubię w tej monotonni i ulegam jej jak nakręcana zabawka... pozytywka, co gra tę samą melodię. Krople deszczu stukają do rytmu, kołyszą do snu.


Co będzie jak się przebudzę? Może nie chcę się przebudzić. 

Może w tej chwili jest mi dobrze...                      

sobota, 31 października 2015

Ostatni dzień października

Ostatni dzień października. Jutro zaczyna się listopad. Kiedy to się stało...? Czas. Wciąż go nie rozumiem.

Zazwyczaj jesteśmy tak niespójni. Gdy go potrzebuję, on ucieka, a jak mam go za dużo, to na przekór (jak dziecko) wlecze się mozolnie. Chyba nie tworzymy udanej pary... a przynajmniej nie ostatnio. Powoli zaczynam odczuwać ogrom tego wszystkiego, co mnie czeka. Wmawiam sobie i innym, że jest dobrze i może na razie jest, jednak... 


W tym roku czas nie współgra też z jesienią. Mijają się jakby nie mogli znaleźć wspólnej drogi.
Mam wrażenie, że ciągle jest szaro-buro, pochmurno i zimno. Wyjątkiem było tylko kilka dni...

Za mało.

czwartek, 15 października 2015

Coraz zimniej, coraz chłodniej...

... ale drzewa nadal zielone. Jedynie już od dawna brązowe kasztanowce gubią swe liście, które zalewają trawniki i chodniki wraz ze skrzydlakami co poniektórych klonów. Opadają orzechy i żołędzie, pewnie znów niedługo ci spostrzegawczy dostrzegą przemykające - nawet w mieście - między gałęziami rude wiewiórki.

   Chciałabym już tej jesieni. Tej prawdziwej. Teraz jest tak nijak. Chmurzysta pogoda rozleniwia
     i najchętniej siedziałabym godzinami pod kocem nie robiąc nic konkretnego.

                                        Tak, wiem. Nie mogę.

piątek, 9 października 2015

Czerwona jarzębina


Nastały chłodne dni i choć za oknem jeszcze mało październikowe pejzaże, to jest naprawdę, naprawdę zimno. Gruby sweter i gorąca herbata w starym kubku stają się nieodłącznym elementem mroźnych poranków i leniwych wieczorów. Brakuje tylko książki, której nie miałam okazji skończyć... a szkoda. Muszę się w końcu przejść i znaleźć towarzysza sprzed miesiąca. Może też zawrę kilka nowych znajomości? Myślę, że wyszłoby mi to na dobre.

Znów wieje, a wiatr niesie zimne barwy.                                  

Jedynie czerwona jarzębina wyróżnia się wśród
                                    jeszcze zielonych drzew
.


środa, 23 września 2015

Powoli się układa

Dziś pierwszy dzień jesieni. 23 września.
Cieszę się, że jestem tutaj i... że chyba powoli się układa.

Przede wszystkim - pracuję nad sobą i staram się nie poddawać. Zaledwie kilka tygodni temu wszystko było jeszcze takie jakieś... chaotyczne. Nie potrafiłam znaleźć dla siebie miejsca. Wszędzie coś było nie tak, a przede wszystkim ze mną było coś nie tak. Moje uczucia podskakiwały jak na skakance, a myśli plątały się w guzy, o które co chwilę się potykałam. Raz było dobrze, a za dzień czy dwa już nie. Teraz? Jest lepiej. Potrafię na dłużej utrzymać dobry humor i nie zadręczać się bezsensownymi pytaniami. Próbuję odnaleźć rzeczy, których wciąż mi brakuje, a niepasujące elementy po prostu odrzucić, jak puzzle. Czasem wydaje mi się, że niektóre kawałki tej układanki nie pasują do siebie, ale... ja zawsze byłam sprzecznością i jakoś poradziłam sobie, więc może jednak... uda się to połączyć?

Nie jest idealnie. Muszę się z tym pogodzić, że nie wszystko da się zmienić z dnia na dzień. Czasem tak ciężko jest przestać... ale zbyt długo trwałam w zawieszeniu i nie chcę do tego wracać.

Teraz chodzę nowymi ścieżkami, mimo że w rzeczywistości są to nadal te same, dobrze mi znane.
Nie zawsze trzeba zmieniać wygląd czy otoczenie, żeby zmienić siebie.

                      Wszystko zaczyna się od wewnątrz.


piątek, 18 września 2015

Jesień coraz bliżej

Jadę przed siebie. Słońce mocno grzeje i niemal nie ma wiatru.
Koła roweru szybko się toczą, podczas gdy myśli... jakby stały w miejscu.
                  Ja też muszę się zatrzymać.


Tak, jestem na powrót w domu. Miałam nie tęsknić... a teraz wdycham głęboko w siebie smak tych jakże znanych mi widoków i witam niczym starego przyjaciela, z którym dawno się nie widziałam, choć przecież nie było mnie zaledwie paręnaście dni. Garnę wszystko wokół, powtarzam w kółko i utrwalam, żeby tylko nie zapomnieć. Dosłownie... jakby jutra nie było. Ale czy to źle? Czasem za bardzo się boję, że wszystko stracę.

Czasem za bardzo się boję, że wszystko stracę i pozostanie znów pustka.
                                                                Cicha, milcząca pustka.


Dziś, bardziej czuję ten koniec lata i bliskość jesieni... jednak to znajome mi drzewo jeszcze nie czerwienieje. Wszystko w swoim czasie. Natura jest tak cierpliwa - pory roku przemijają, krajobraz powoli się zmienia, nic nie dzieje się nagle i nie trwa chwilę. Nie da się zatrzymać dnia, ani też kolejnego przyspieszyć.

           Mnie często tej cierpliwości brakuje, ale zaczynam to zmieniać.     

czwartek, 17 września 2015

Wieczorne ciepłe myśli

Kilka godzin temu wróciłam ze spaceru.
Zmęczyłam się.
Teraz odpoczywam i choć jest już późno, jeszcze nie śpię.
Jeszcze chwila...

Przez jakiś czas nie lubiłam wieczorów, a przede wszystkim nocy. Kiedy już było całkiem ciemno i leżałam w łóżku, chciałam tylko spać. Zasnąć. Nie mogłam. To wszystko co gromadziło się przez cały dzień w mojej głowie, co próbowałam uciszyć, nocą gadało najgłośniej... i nie pozwalało mi dojść do głosu. Takie "rozmowy" nie są zdrowe. Niestety tych głosów nie da się zablokować jak niechcianego numeru. Będą się pojawiać i dręczyć. Co można zrobić? Coś można. Trzeba je przekrzyczeć. A to... nie jest proste. Trzeba mieć czym je przekrzyczeć.

Dziś mam.

Dziś jestem silna.... i będę krzyczeć, jeśli będzie trzeba.

Ale dziś... dziś do głowy wchodzą spokojne myśli, dobre myśli. W noce takie jak ta czuję, że mi się uda, czuję się pewniejsza. Potrzebowałam tego zmęczenia. Niby nic takiego - długi spacer, a może dać tak wiele. Mam wrażenie, że to mnie odnawia. Chyba najlepiej myśli mi się na zewnątrz.

Ciepła ta dzisiejsza noc. Pewnie jest to jedna z ostatnich takich ciepłych wrześniowych nocy,
więc jeszcze chwila... chcę się nią nacieszyć.

Widać na niebie gwiazdy, jest bezchmurnie.
            Jutro będzie piękna pogoda.

Ostatnie podmuchy lata

Już pozostało zaledwie kilka dni do kalendarzowej jesieni. Powinno być chłodno i ponuro, a zamiast tego świeci coraz jaśniej słońce i wieje ciepły wiatr. Tak właściwie... to miałam nadzieję, że lato jeszcze na chwilę powróci.


Czasem czuję się, jakbym spacerowała między dwoma światami. Tu wydaje się, jak gdyby jeszcze był sierpień - zielone drzewa przyjemnie szumią, a gdzieś między gałęziami buszują ptaki. W powoli płynącej rzece przegląda się błękitne niebo, na którym zawisło parę białych obłoków. Nawet (co dziwne) zakwitły na łące krokusy. Z początku ich nie zauważyłam, bo kryją się w wysokich trawach, ale są - drobne i delikatne.

Wystarczy jednak, że przejdę się kawałek dalej i tuż za zakrętem kłaniają się nade mną wysokie żółkniejące lipy, a na trawniku leżą zeschnięte liście, w których Pan Futrzasty co chwila coś węszy. W powietrzu czuć unoszące się zapachy jesieni, a wiatr mocniej zawiewa. Jedynie słońce tak samo ciepło otula, jak te kilka ulic wstecz.




wtorek, 15 września 2015

Słodki smak gruszek



Herbata o poranku. Ciepła, rozgrzewająca, słodka. Ta niesie jeszcze smak lata - gruszkowa z lekką nutą figi - ale lata już odchodzącego. Pasowałaby na wczesno-jesienne chłodne dni, które pewnie niedługo nadejdą.

Hm... te wakacje zleciały tak szybko. Miałam całkowicie inne plany, a wyszło... jak wyszło. Jednak chyba nie źle. Czasem lepiej jest zrobić mniej, przystanąć na chwilę i odpocząć. Otworzyć się na nowe i wyrzucić gdzieś zabazgrane kartki. Boję się tylko, że nawet idąc przed siebie po tej innej, nieznanej mi drodze, natknę się na nie - jak na przypadkowy kamień. Niepozorny, a można przez niego się wywrócić i zranić.


Dobra ta herbata. Intensywna. Na pewno to nie to samo, co taka prawdziwa,
ale lubię jej mocny zapach gruszek. Szkoda, że to już ostatnia saszetka.

Z nią też muszę się pożegnać.


sobota, 12 września 2015

Myśli na wietrze

Chyba już jest dobrze... choć boję się to powiedzieć, by znów nie stracić. Nie mogę stracić.

Chwytam w dłonie chwile i ostrożnie niosę je w kieszeni, co chwilę sprawdzając, czy nadal tam są. Czasem jakby faktycznie udaje mi się zatrzymać czas, a wtedy delektuję się każdą minutą, jej ulotnym smakiem. Hm... znów zaszło słońce. Wiatr dość mocno powiewa. Myśli błądzą gdzieś wśród suchych, przerośniętych traw.


     Muszę odnaleźć siebie. Nie patrzeć wstecz, a skręcić właśnie tu, choć nie znam tej drogi.
        Nie wiem, co mnie czeka i nie wiem, czy jestem do końca gotowa...

               ...ale nie chcę dłużej czekać.             

piątek, 11 września 2015

Niebawem wszystko zmyje deszcz

... i będzie łatwiej. Ciężkie, zimne krople spłyną po delikatnych płatkach kwiatów - tych, które jeszcze się ostały. Czasem czuję się właśnie jak taki kwiat. Drobna, słaba, bezbronna. Widzę z dołu, tu - tuż przy ziemi, gdzieś wysoko szare chmury i wiem, że zaraz to się stanie. Mogę tylko czekać, a to czekanie zabija.


Czy uda mi się przetrwać? Czy będę dość silna?
Chciałabym, by ten deszcz otulił mnie do snu. Nie chcę więcej burz.


środa, 9 września 2015

A w trawie dmuchawce

Idę. Idę i patrzę. W trawie kołyszą się dmuchawce. Czy to lato naprawdę już odchodzi? Słońce gdzieś całkiem zniknęło, szare niebo śpi. Jednak nie jest bardzo zimno. Spacer z nim... to właśnie to, czego potrzebowałam

Samotność. Kiedy myślałam, że nie jest aż tak straszna. Kiedyś myślałam, że sobie z nią poradzę. Prawie udało mi się przekonać, ale na krótko... na bardzo krótko, mimo to... czasem nie chcę nikogo. Bez wyjątku. Wybieram się wtedy w moje ulubione miejsca i tylko rozmyślam. Tak po prostu. Potrzebuję. Tutaj nie mam jeszcze takich miejsc, ale niektóre ścieżki już sobie przywłaszczyłam i... może one też (choć trochę) przyzwyczaiły się do mnie. Chciałabym znaleźć swoje małe przystanie, tylko często coś mnie powstrzymuje przed szukaniem.

To miasto wydaje się tak duże...

Z nim jest inaczej. Jakoś... łatwiej jest wyjść i iść. Po prostu iść. Lubię, gdy trzyma mnie za rękę i możemy rozmawiać. Słowa same przychodzą bez wysiłku. Mogę być sobą... mimo że tak właściwie...

...nie do końca wiem, kim jestem.


wtorek, 8 września 2015

Przebudzenie


Pochmurno. Rozleniwione słońce tylko czasem daje o sobie znak, a wtedy na powrót wydaje się, jakby
jeszcze było lato. Tak właściwie nadal jest, ale czuć, że to nie to samo. Coraz bardziej się ochładza.
Lubię takie dni. Dni deszczowe, ale kiedy czuć, że padać nie będzie. Mogę wtedy pomyśleć
i choć na chwilę zatrzymać czas. Zatrzymać siebie.


Wiatr delikatnie trąca źdźbła trawy, płynie gdzieś przed siebie beztrosko, zaczepiając
co chwila o białe kwiaty żeniszka. W powietrzu czuć ostatnie sierpniowe podmuchy.



Nie zawsze trzeba wyruszać daleko, by znaleźć to, czego się szuka. Często wręcz przeciwnie -
wystarczy obejrzeć się wokół siebie. Wszystko (prawie wszystko) jest w zasięgu ręki,
ale czy uda się dosięgnąć, zależy tylko od nas.

niedziela, 6 września 2015

Nowy początek

Czasem naprawdę warto jest zacząć od nowa. Zamknąć pewien rozdział i znów mieć przed sobą czystą kartkę - tabula rasa. Wiem, nie jest łatwo od tak rzucić wszystko i wymazać z pamięci (to ostatnie chyba nawet nie jest możliwe). Jednak... tkwić wciąż w tym samym? Bez sensu. A jeśli zostawi się skrawek, choćby najmniejszy, to nie uda się odejść.


Tym razem daję sobie czas. Chcę na spokojnie się zastanowić i uporządkować.
Często oczekuję zbyt wiele i za szybko... a nie zawsze tak się da.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Pustka

Wyjeżdżam... ponownie. Niedługo będę znać tę trasę na pamięć.

Dwa miesiące. Czy to dużo? Wydawało mi się, że wystarczająco, ale teraz nie jestem już pewna.
Chyba nigdy nie byłam do końca pewna. Dobrze, że wyjeżdżam.

Śmieszne. Tak samo myślałam te dwa miesiące temu...

...ale zawsze warto próbować, choćby to nie był pierwszy raz i ostatni. Muszę to sobie powtarzać. Zawsze warto próbować. Tylko ile razy ja już próbowałam? Wiele. Może nawet zbyt wiele. Każdy kolejny miesiąc, semestr czy rok... każdy kolejny wrzesień i styczeń - nowy początek. Zawsze nieudany. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Dlaczego miałoby się udać? Dziwnie mi, nieswojo. Wszystko co mnie otacza, coraz bardziej tylko przytłacza i nie daje spać. Muszę podjąć jakąś decyzję, bo mam już całkowicie dość tej niezdefiniowanej pustki.
                                                         Mam już dość siebie

Wyjeżdżam ponownie i... zaczynam od nowa?

piątek, 28 sierpnia 2015

Czas odejść

Najtrudniejsze jest odejście. Odejście od tego, do czego tak łatwo się przyzwyczaić. Człowiek chłonie wszystko jak gąbka, jeśli tylko chce... lub kiedy właśnie najmniej się spodziewa. Złe nawyki przylegają do nas jak natrętna mucha, którą trudno odgonić. Można się przyzwyczaić do jej brzęczenia, ale kiedy znów przelatuje koło ucha lub siada ci na nosie, masz dość.

Tak wiele chcę zmienić. Czy mam na to siłę? Nie wiem.
Wiem jednak, że zawsze warto spróbować...

choćby to nie był pierwszy raz i ostatni.

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Jak ptak w klatce...

Chłodny poniedziałkowy poranek. Słońce niedawno wzeszło i rzuca teraz delikatne różowo-pomarańczowe światło na fasady budynków. Błoga cisza. Większość leży jeszcze w łóżkach i przewraca się dopiero na drugi bok. Słychać tylko jak od czasu do czasu przejeżdża gdzieś samochód, ale ruchu nie ma - ktoś spaceruje z psem, kilka osób stoi na przystanku, wyczekując aż zaspany autobus wyłoni się zza zakrętu, panie z prywatnych sklepików układają przywieziony towar.

Tak właściwie nie tęskniłam bardzo za domem, przynajmniej nie jak kiedyś. Wiele się zmieniło. Zmieniłam się ja. Potrzebowałam tej przerwy, zapomnienia... ale nie zapomniałam.

Wolność. Czy ja jestem wolna? Nie wiem... ale na pewno chcę być. Już od bardzo dawna czuję się jak ptak zamknięty w klatce. Mogłabym szybować wysoko w chmurach, ale od błękitnego nieba oddzielają mnie zimne stalowe kraty. Wystarczy tylko otworzyć tę maleńką furtkę... jakoś się przecisnę. Mam nawet pasujący klucz. Ale tu... tu przecież jestem bezpieczna, prawda?

Złudne nadzieje, obietnice, wyrzeczenia. Mam tego dość.
Nie zapomniałam i pewnie nie zapomnę - nie, póki jestem w tej klatce.

Czas przekręcić klucz.